Czy
to nie jest przypadkiem oksymoron? "Powściągliwy romantyk"?
Bo jak romantyk może się zachowywać w ten konkretny sposób?
Przecież to dusza wolna, nieskalana nikim ani niczym, nieograniczana
jakimikolwiek zasadami, normami czy konwencjami. Z której strony by
nie spojrzeć jest to artysta ponad wszelką miarę emocjonalny, dla
którego wartością najważniejszą jest kierowanie się przez całe
życie uczuciami.
U
c z u c i a.
Są
chyba czymś, co czujesz, kiedy trzymasz w dłoni kubek z ulubioną,
parującą herbatą, a drugą masz możliwość przewracania kartek
tej książki, która odbiła się w twojej duszy jak żadna przed
nią. To stan, który czujesz, stojąc pośrodku spokojnej ulicy w
największą letnią ulewę, czując jak deszcz obmywa cię ze
wszelkich niepowodzeń, a na ten konkretny dzień i kilka następnych
czyni czystym, zupełnie jak nowonarodzone dziecko. To niepokój
towarzyszący ci podczas momentu stawiania symbolicznego znicza na
grobie dziadka - bo przecież dopiero wtedy odczuwasz gwałtowny
upływ czasu, jego moc i twoją bezradność w walce z tym, co
nieuniknione.
Stan,
w którego objęciach znajdujesz się, klękając pokornie przed Jego
obliczem. Kiedy zaciskasz zęby, trzasnąwszy uprzednio drzwiami po
stanowczo zbyt głośnej i zbędnej kłótni z ojcem. Gdy odwracasz
się plecami do najlepszego przyjaciela, bo on po raz kolejny miał
rację, a ty nie jesteś w stanie przyznać się do błędu. Kiedy
wpatrujesz się w zdjęcie ulubionego aktora i zdajesz sobie sprawę,
że mieszka trzy tysiące kilometrów od ciebie, ma kochającą
rodzinę i prawdopodobnie nie wie o twoim istnieniu. Gdy z trudem
powstrzymujesz potok soczystych epitetów pod adresem kierowcy
autobusu, bo znów przyjechał trzy minuty przed czasem. Kiedy leżąc
w świeżo skoszonej trawie, wsłuchujesz się w odgłos śpiewających
świerszczy i wpatrujesz się w bezkresny ogrom nieba, rozciągającego
się ponad tobą wszechobecną czernią i milionem mlecznobiałych
gwiazd.
Kiedy
pochylasz się, by po raz pierwszy dotknąć warg, o których śniłeś
od kilku miesięcy. Gdy przeczesujesz dłonią jej gęste, splątane
loki, ciągnąc je raz za razem i słuchając, jak mruczy delikatnie.
Kiedy wodzisz nosem w zagłębieniu jej szyi, unieruchamiając ją
dłońmi w pasie i wyczuwając lekkie drżenie jej ciała. Gdy w
ciepłym mroku nocy odnajdujesz każdy fragment jej ciała, ten który
już znasz i ten, który dopiero zamierzasz poznać. Gdy wraz z
brzaskiem poranka czujesz jej zapach, tak samo bliski i tak samo
intensywny. Kiedy musisz ją opuścić na raptem kilka godzin, choć
tak naprawdę wcale tego nie chcesz, i kiedy ciągnie cię z powrotem
do siebie, a ty zapadasz się miękko w materac i decydujesz zostać
jeszcze kilka minut.
Gdy
zakładasz nową czerwoną marynarkę i wiesz, że w niej możesz
osiągnąć dosłownie wszystko. Kiedy masz w dłonaich najczęściej
czytaną księgę świata, a ona nie jest dla ciebie jedynie zwykłą
książką. Gdy gasną reflektory opery i rozpoczynają się pierwsze
tony arii, a wszyscy wokół ciebie wydają z siebie jednogłośne
westchnienie, którego nikt z nich tak naprawdę nie rozumie. Kiedy
siadasz do fortepianu i dotykasz opuszkami palców chłodnych,
delikatnych niczym płatki róż klawiszy. Gdy otworzywszy zbiór
mazurków Chopina, zaczynasz grać i zdajesz sobie sprawę, że nigdy
nie będziesz umiał pojąć jego uczuć, bo tak naprawdę każdy z
nas odbiera wszystko zupełnie inaczej.
Kiedy
zamykasz w duszy cały ból, tęsknotę, nadzieję i miłość,
ukazując ją światu jedynie poprzez muzykę.
Ale
mogą mieć przecież zupełnie inną postać.
Mogą
być tobą. Mną. Błyskawicą przecinającą niebo. Wichrem na
morzu. Trzepotem motylich skrzydeł. Poranną rosą. Płaczem
dziecka. Opadającym liściem. Zorzą polarną. Miejskim harmidrem.
Grzanym winem. Pierwszym taktem chopinowskiego nokturnu. Tytułem
wiersza. Zapachem świeżych malin. Szeptem wypowiedzianym imieniem w
środku nocy. Snem. Jawą. Marzeniem. Pragnieniem. Wiarą i nadzieją.
Miłością w każdym tego słowa znaczeniu. Dotykiem. Odgłosem
kroków. Promieniem słońca. Górskim krajobrazem. Horyzontem. Tym,
co niewidoczne. Biciem serca i jego milczeniem. Wyobraźnią.
Są
wszystkim. Są zawsze. A najwięcej czuł ich powściągliwy
romantyk.
Czym
jeszcze mogą być?
Przepięknie opisane uczucia i emocje. Doceniam ten talent, albowiem osobiście mam probblemy z nazewnictwem kwestii posiadających ze słowami, bądź co bądź, najmniej wspólnych mianowników. Sposób w jaki się wyrażasz sprawił, że w ciemno dodaję ten blog do obserwowanych. Żywie nadzieję, iż następne wpisy będą równie wspaniałe, jak ten.
OdpowiedzUsuńTo chyba nie talent. To próba wyrażania siebie. I dziękuję za miłe słowa. Mam nadzieję, że sprostam Twym oczekiwaniom. :)
Usuń