środa, 12 listopada 2014

Powściągliwy romantyk.


Czy to nie jest przypadkiem oksymoron? "Powściągliwy romantyk"? Bo jak romantyk może się zachowywać w ten konkretny sposób? Przecież to dusza wolna, nieskalana nikim ani niczym, nieograniczana jakimikolwiek zasadami, normami czy konwencjami. Z której strony by nie spojrzeć jest to artysta ponad wszelką miarę emocjonalny, dla którego wartością najważniejszą jest kierowanie się przez całe życie uczuciami.
U c z u c i a.
Są chyba czymś, co czujesz, kiedy trzymasz w dłoni kubek z ulubioną, parującą herbatą, a drugą masz możliwość przewracania kartek tej książki, która odbiła się w twojej duszy jak żadna przed nią. To stan, który czujesz, stojąc pośrodku spokojnej ulicy w największą letnią ulewę, czując jak deszcz obmywa cię ze wszelkich niepowodzeń, a na ten konkretny dzień i kilka następnych czyni czystym, zupełnie jak nowonarodzone dziecko. To niepokój towarzyszący ci podczas momentu stawiania symbolicznego znicza na grobie dziadka - bo przecież dopiero wtedy odczuwasz gwałtowny upływ czasu, jego moc i twoją bezradność w walce z tym, co nieuniknione.
Stan, w którego objęciach znajdujesz się, klękając pokornie przed Jego obliczem. Kiedy zaciskasz zęby, trzasnąwszy uprzednio drzwiami po stanowczo zbyt głośnej i zbędnej kłótni z ojcem. Gdy odwracasz się plecami do najlepszego przyjaciela, bo on po raz kolejny miał rację, a ty nie jesteś w stanie przyznać się do błędu. Kiedy wpatrujesz się w zdjęcie ulubionego aktora i zdajesz sobie sprawę, że mieszka trzy tysiące kilometrów od ciebie, ma kochającą rodzinę i prawdopodobnie nie wie o twoim istnieniu. Gdy z trudem powstrzymujesz potok soczystych epitetów pod adresem kierowcy autobusu, bo znów przyjechał trzy minuty przed czasem. Kiedy leżąc w świeżo skoszonej trawie, wsłuchujesz się w odgłos śpiewających świerszczy i wpatrujesz się w bezkresny ogrom nieba, rozciągającego się ponad tobą wszechobecną czernią i milionem mlecznobiałych gwiazd.
Kiedy pochylasz się, by po raz pierwszy dotknąć warg, o których śniłeś od kilku miesięcy. Gdy przeczesujesz dłonią jej gęste, splątane loki, ciągnąc je raz za razem i słuchając, jak mruczy delikatnie. Kiedy wodzisz nosem w zagłębieniu jej szyi, unieruchamiając ją dłońmi w pasie i wyczuwając lekkie drżenie jej ciała. Gdy w ciepłym mroku nocy odnajdujesz każdy fragment jej ciała, ten który już znasz i ten, który dopiero zamierzasz poznać. Gdy wraz z brzaskiem poranka czujesz jej zapach, tak samo bliski i tak samo intensywny. Kiedy musisz ją opuścić na raptem kilka godzin, choć tak naprawdę wcale tego nie chcesz, i kiedy ciągnie cię z powrotem do siebie, a ty zapadasz się miękko w materac i decydujesz zostać jeszcze kilka minut.
Gdy zakładasz nową czerwoną marynarkę i wiesz, że w niej możesz osiągnąć dosłownie wszystko. Kiedy masz w dłonaich najczęściej czytaną księgę świata, a ona nie jest dla ciebie jedynie zwykłą książką. Gdy gasną reflektory opery i rozpoczynają się pierwsze tony arii, a wszyscy wokół ciebie wydają z siebie jednogłośne westchnienie, którego nikt z nich tak naprawdę nie rozumie. Kiedy siadasz do fortepianu i dotykasz opuszkami palców chłodnych, delikatnych niczym płatki róż klawiszy. Gdy otworzywszy zbiór mazurków Chopina, zaczynasz grać i zdajesz sobie sprawę, że nigdy nie będziesz umiał pojąć jego uczuć, bo tak naprawdę każdy z nas odbiera wszystko zupełnie inaczej.
Kiedy zamykasz w duszy cały ból, tęsknotę, nadzieję i miłość, ukazując ją światu jedynie poprzez muzykę.
Ale mogą mieć przecież zupełnie inną postać.
Mogą być tobą. Mną. Błyskawicą przecinającą niebo. Wichrem na morzu. Trzepotem motylich skrzydeł. Poranną rosą. Płaczem dziecka. Opadającym liściem. Zorzą polarną. Miejskim harmidrem. Grzanym winem. Pierwszym taktem chopinowskiego nokturnu. Tytułem wiersza. Zapachem świeżych malin. Szeptem wypowiedzianym imieniem w środku nocy. Snem. Jawą. Marzeniem. Pragnieniem. Wiarą i nadzieją. Miłością w każdym tego słowa znaczeniu. Dotykiem. Odgłosem kroków. Promieniem słońca. Górskim krajobrazem. Horyzontem. Tym, co niewidoczne. Biciem serca i jego milczeniem. Wyobraźnią.


Są wszystkim. Są zawsze. A najwięcej czuł ich powściągliwy romantyk.
Czym jeszcze mogą być?


2 komentarze:

  1. Przepięknie opisane uczucia i emocje. Doceniam ten talent, albowiem osobiście mam probblemy z nazewnictwem kwestii posiadających ze słowami, bądź co bądź, najmniej wspólnych mianowników. Sposób w jaki się wyrażasz sprawił, że w ciemno dodaję ten blog do obserwowanych. Żywie nadzieję, iż następne wpisy będą równie wspaniałe, jak ten.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba nie talent. To próba wyrażania siebie. I dziękuję za miłe słowa. Mam nadzieję, że sprostam Twym oczekiwaniom. :)

      Usuń